Gram ! Masz zielone ? Mam ! Przecież bym się od Bąbli nie odczepił, inaczej Bąble by się ode mnie nie odczepiły, a bo to jakiś szał powrócił w zabawę grania w zielone , efektem której zawsze była zapłata fantem jeśli się zielnego przy sobie nie miało. Zabawę pamiętam z dzieciństwa. Nosiłem w kieszeni liść babki albo kilka koniczynek. Zielone trzymałem zawsze w jednej kieszeni, to był pomysł na miarę olimpijskiego medalu z konkurencji tête-à-tête,
zawsze przegrywałem kiedy mnie koleżanka z klasy z zaskoczenia zapytała 'masz zielone." Odwracałem kieszeń zawsze tą w której nic zielonego nie miałem, fant płaciłem całusem w policzek bo nic innego nie miałem w kieszeni, jeśli całus był przyjęty przypominałem sobie szybko o śniadaniu i dopłacałem bułeczką z batonikiem w środku. Bywało tak że bułeczka z batonikiem zawsze była zarezerwowana tylko dla przegranej zabawy. Druga bez batonika smakowała mi bardziej.Tak oto zakochałem się sztubacko w Teresce, ale ona o tym nie wiedziała.
Teraz przegrywam z Bąblami, tylko ta stawka płacenia "Kazimierzem III Wielkim" mi nie odpowiada. Zatem kiedy obliczyłem że miesięcznie zbyt drogo mnie zabawa kosztuje wpadłem na pomysł prosto skopiowany z systemu najdrobniejszego druku stosowanego przez oszukańcze formy "biznesu", sporządziłem umowę płacenia fantów według wzoru milicjanta z PRL-u ,on brał mandat od kierującego samochodem 'za niemanie świateł' ja zaś nie muszę płacić biletem NBP tylko zielonym z 'pecetu' za pośrednictwem monitora , nie użyłem drobnego druku, bąble podpisały się in blanco na kartce papieru na której spreparowałem odpowiednio umowę gry w zielone. "Wiesz co dziadek, ale ty jesteś oszust, krętacz, krętacz,krętacz, już nigdy niczego nie podpiszemy." I o to chodzi Bąble, panienki,mądralińskie - by nauka nie poszła w las.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz