Już się kiedyś tu w Blogu 'odgrażałem' że nie brakuje mi pomysłów na świeżość nowych tematów,czasem karkołomnych, bądz słonych, ale tez takich z pogranicza fikcji ubranej w przeróżne szaty. Jednym z tematów,który też mnie interesuje to sztalugowe dzieła osób sięgających po paletę,pędzel lub inne akcesoria stosowalne we współczesnych technikach upraszczających tworzenie obrazu. Nie mam nic przeciwko przeróżnym tego rodzaju formom,. Subiektywnie uważam , że od czasu impresjonistów narosło wiele dzieł które były recenzowane od zachwytu po potępienie.
Ja jednak często stawiam się w miejsce autora i dociekam tego o czym myślał, kiedy tworzył dzieło, czym się kierował, i jaki miał powód podjętego tematu - inaczej co go popchnęło w tym kierunku. Takie rozważania pomagają mi bardziej zrozumieć intencje. To dzieła wchodzących w świat malowania najbardziej mnie interesują. Ktoś postanawia zapisać , przenieść na płótno własną wizję świata, na początku nieśmiało zaś później bardziej odważnie. To mnie zachwyca, oznacza że jego dusza potrzebuje więcej przestrzeni, więcej tlenu, oczekuje więcej estetycznych doznań. Znaczy to że potrzebuje samokształcenia i uzewnętrznienia własnej wartości ponad szarą codzienność życia.
Brawo
Konkluzja
Sięgnięcie po paletę, albo po igłę z kordonkiem i kanwę, albo sztukę wzornictwa jubilerskiego lub inne dodatkowe zajęcia ponad zwykłe; jak obowiązek wychowania dzieci, prowadzenia domu- ozdabia kobietę bardziej niźli skarb Edmunda Dantesa którym obsypał swoją ulubienicę, a umożliwił mu to oczywiście Aleksander Dumas.Niech ta konkluzja wyjaśnia co miałem na myśli tytułując ten wpis.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz