Gorycz
Nektar
pity w zaciszu skał, gdzie tylko śpiew ptactwa leśnego i balsam żywiczny unosi
się od nagrzanego słońcem otoczenia. czerwone mikroskopijne szyszki modrzewia
oczko puszczały do tych dwojga , których usta na początku kielich z nektarem
łączył , potem namiętny pocałunek w którym miłość obojga przerosła ponad nieba obłoki, na ziemi nad bloki skalne. Unosiła się ponad przyległe lasy i ukwiecone pola. W górze skowronek trele
miłosne głosem zapisywał. Oni trwali w tym pocałunku nie mogąc od siebie
odstąpić, bo w nim zawarte były pragnienia, żal, miłość , śmiech i radość , to
wszystko co kochanków łączy aż do śmierci.
Maryla
Stała prosto jak trzcina patrząc przed siebie lekko poruszała wargami wymawiając półgłosem słowa modlitwy.
Fascynował go czas, miejsce, i ona sama, nie odrywał od niej wzroku,ciągle ją obserwował. Błyszczące włosy, delikatna twarz młodej dwudziestokilkuletniej kobiety, ruch warg, które często namiętnie całował a gdy miała je spierzchnięte lekko zwilżał je językiem, jednocześnie czuł jej wyjątkowy przyjemny zapach zadbanej ślicznej dziewczyny, jego dziewczyny.
*.
„ ale nas zbaw ode złego amen”. Patrzył na jej falującą pierś, podziwiał również to, że potrafiła stać mocno w miejscu nie przestępując z nogi na nogę , czego sam nie potrafił. Błyszczące oczy , jego kochane oczy, świeża cera i zawsze wsłuchiwał się w ton wybrzmienia i pełen łagodności jej głos.
Co rusz przenosił wzrok na tryptyk, który kiedyś zdobił wnętrze kościoła w Trzęsaczu , a teraz przeniesiony został tutaj.
Nie potrafił się skupić na nabożeństwie. Ona jako boskie dzieło, tryptyk jako dzieło snycerza, Maryla interesowała go szczególnie, miała zostać jego żoną. Podziwiał jej matematyczne i fizyczne zdolności , przerastała jego w swoich uzdolnieniach. Była jednocześnie bardzo skromną kobietą z ufnością patrząca w przyszłość.
„ ale nas zbaw ode złego amen”
Letnia ciepła noc , plaża pozbawiona gwaru , który za dnia nie pozwala dokładnie wsłuchać się w mowę morza , teraz jest wyludniona na całej długości brzegu jaki da się ogarnąć wzrokiem przy świetle księżyca .
Skarży się morze gwiazdom, przemawia do dwojga serc , wylewa żal na sam brzeg plaży. Idą w milczeniu dając upust wyobraźni temu co na przestrzeni minionych wieków miało miejsce związane z erozją nabrzeża.
Daleko za nimi została Kawcza Górka , spacer w milczeniu i ciszy ze szmerem liżących stopy językami wylewającego się Bałtyku.
Na plaży dziesiątki opuszczonych koszy mające chronić od wiatru i nadmiernego słońca za dnia, teraz idealnym miejscem by usiąść w niezwykłej ciszy i być razem ze sobą , blisko, jak najbliżej Pozwolili sercom prowadzić własny dialog.
Tulił Marylę szepcąc jej czułe słowa i delikatnie głaszcząc jej jedwabiste włosy recytował ulubione fragmenty – tyrady Iliady dziękował w milczeniu Bogu za taką dziewczynę.
„Ogarnia mnie nostalgia, męczą wspomnienia
To taki przyspieszony film mojego życia,
który już niczego w nim nie zmienia.
Momentami gorzki ,toczę łzę niezapomnienia.”
Wspominał słowem tamte zdarzenia.
Prócz telewizora oraz miernego w pobliskim nieco większym mieście i lichego teatru, raz w roku , lub dwa razy pojawiał się cyrk wędrowny jako zastępczy środek masowej kultury komunistycznego oświecenia. Ale są na szczęście w zamian wszędzie kina z których skwapliwie korzystali. Śledzili prasę nie mogąc się doczekać nowego repertuaru. Zaliczali filmy studyjne . Jerzemu w pamięci utrwalił się jak twierdził bezsensowny tytuł „Na los szczęścia Baltazarze”. Twierdził że , nie będzie więcej oglądał idiotycznych filmów kosztem antycznych filozofów.
Za każdym razem, podczas seansu przyglądał się jej profilowi , osobisty nawyk rozmawiania samemu ze sobą zawsze zawiewał zdanie - to cudownie mieć taką żonę przy sobie.
Dyskusję z filmów studyjnych przenosili na forum domowe.
Jednak tak zwane popularnie filmy fabularne cieszyły bardziej, ogromnie.
Rezygnując z filmów studyjnych i jałowej dyskusji prowadzącej do znikąd , zwykle bezowocnej bezcelowej, zwłaszcza z miernymi adwersarzami kawiarnianych adwersarzy kreujących się na filozofów zwykle z niewielką wiedzą antycznej filozoficznej myśli.
Poprzez miłość do kina , zostali z wyboru nałogowymi kinomanami. Miały tez miejsce takie zdarzenia, że ten sam film oglądali dwukrotnie.Zawsze najwyżej oceniali filmy francuskie dopiero po nich włoskie i z braku wyboru tolerowali polskie.
* Wreszcie przyszła pora na głośny film Law Story. Jerzy wyszedł z kina przygnębiony, smutny , przypomniał sobie ten moment kiedy z wielką jak zawsze miłością patrzył na Marylę i ostatnie słowa modlitwy „ale nas zbaw ode złego amen” w rewalskim kościele.
Początek lipca, od dwóch dni Maryla choruje, dzwoni w rannych godzinach po pomoc medyczną. Karetka przyjeżdża po pięciu godzinach. Wreszcie pozorna ulga, ale po trzech godzinach jest w szpitalu przy jej łóżku. Siedzi obok na taborecie trzymając jej dłonie w swoich. Patrząc jej w oczy, jest zmartwiony ona go uspokaja i pociesza. W tym czasie miało mieć miejsce jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie w jego życiu, nie był w stanie podjąć tego wyzwania. Odłożył je na inny czas za rok.
Do późnych godzin wieczornych był przy niej .Ustalił, że w dniu następnym przyjedzie w godzinach popołudniowych.Ciągle w myślach słyszał ten fragment kończący modlitwę „ale nas zbaw ode złego amen.W drugim dniu został z Marylą do końca. Zmarła późną nocą na jego rękach.
„ale nas zbaw ode złego amen”. Stracił wiarę, wracała wolno, przez wiele,wiele lat.
Przeczytałam ten watek wczorajszego wieczora, i zamilkłam.Choć pewnie Ci to nie potrzebne, ale chcę Ci powiedzieć, że Twoje wspomnienie o najdroższej zmarłej tak mnie rozbiło i rozrzewniło zarazem, że przepłakałam szczerze cały wieczór. Więc jeśli płakałeś i Ty, to płakaliśmy razem...
nowa39 2006-03-08 19:33:02
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz