Przyłapani a raczej podpatrzeni w sytuacji niedwuznacznej.
Z moich, tego lata wykonanych zdjęć, wybrałem kilka, które stanowią niejako ciekawostkę ze względu na znany kamuflaż w ożywionym świecie zwierząt a stosowany w różnych sytuacjach..
c.d.n.
Z moich, tego lata wykonanych zdjęć, wybrałem kilka, które stanowią niejako ciekawostkę ze względu na znany kamuflaż w ożywionym świecie zwierząt a stosowany w różnych sytuacjach..
Narożnica zbrojówka była już kiedyś przeze mnie prezentowana na blogu Wielkiej Paskudy (WP).
Ilekroć natknę się na tego motyla to zawsze poświęcam mu sporo uwagi. To piękny jak każdy inny w dojrzałej formie owad. Ponieważ tamten blog usunąłem dlatego postanowiłem raz jeszcze zaprezentować tym razem zakochaną parę czyli Jasia i Małgosię dbających o ciągłość gatunku.c.d.n.
.
Najdelikatniej jak tylko mogłem by nie zakłócać tego aktu, przykleiłem kawałek patyczka obok
który ma na celu wykazać podobieństwo tej parki właśnie do patyczka.
.
Wróciłem do tego 'stawu pełnego pyłku lotosu unoszonego miłością grzesznego przetrwania gatunku po jego falujących kręgach- jakby wyraził się Bilhana ' po niedługim czasie. Zastałem tylko Małgosię w niezmienionej pozycji. Jaś z wyczerpania - pewnie nie znał pojęcia o zostawieniu sobie trochę wigoru na stare lata- upadł z wysokości dwudziestu pięciu warstw cegły na bruk. Delikatnie go podniosłem, a po kilku ocieplających go w moim wykonaniu chuchach począł własną rozgrzewkę wprawiając w ruch skrzydełka. Po chwili odleciał...
Bywaj kawalerze zawołałem za nim i zniknął w gąszczu konarów lipy.
A co było dalej z Małgosią? Otóż.. Małgosia prawdopodobnie przeżywała w myślach
raz jeszcze całe spotkanie z Jasiem zadowolona z efektu swoich feromonów i pomocy
przemieszczającego się powietrza, które sprawiło że Jaś dotychczas drzemiący na pobliskiej brzozie wyczuł
nadarzającą się okazję na małe co nieco zwane tajemniczo bara bara w kręgach wyższego rodzajowo szczebla zwierząt. Jakby ze wstydu, a może właśnie z powodu dziwnych i przyjemnych zmian w jej brzuszku ciągle ze schowanymi czułkami nie przyznawała się do płci na wypadek gdyby jakaś małpa z rodzaju ludzkiego, paradująca z aparatem fotograficznym, ta z gatunku paparazzi, chciała ją sfotografować , a co gorsze pokazać światu jej błogi stan, zaś na domiar tego skandalu umieścić zdjęcia w jakimś poczytnym brukowcu na miarę tytułu "Gdacz Wszawy".
Jakby we mnie ,w moim brzuszku latały motylki pomyślała Małgorzatka, i starała się przypomnieć sobie imię sprawcy tego błogostanu. Tymczasem ów paparazzi kręcił się natrętnie w pobliżu, podobnie jak w czasie kiedy Jaś szeptał jej do ucha w odpowiedzi gdy go nieśmiało zapytała czy ją kocha. Małgorzato kochałem cię przed, kochałem w trakcie i będę kochał kiedy odlecę, wiedz też to, że najbardziej teraz, w trakcie, zapewnił Jaś jak na CK zucha przystało.
który ma na celu wykazać podobieństwo tej parki właśnie do patyczka.
.
Wróciłem do tego 'stawu pełnego pyłku lotosu unoszonego miłością grzesznego przetrwania gatunku po jego falujących kręgach- jakby wyraził się Bilhana ' po niedługim czasie. Zastałem tylko Małgosię w niezmienionej pozycji. Jaś z wyczerpania - pewnie nie znał pojęcia o zostawieniu sobie trochę wigoru na stare lata- upadł z wysokości dwudziestu pięciu warstw cegły na bruk. Delikatnie go podniosłem, a po kilku ocieplających go w moim wykonaniu chuchach począł własną rozgrzewkę wprawiając w ruch skrzydełka. Po chwili odleciał...
Bywaj kawalerze zawołałem za nim i zniknął w gąszczu konarów lipy.
A co było dalej z Małgosią? Otóż.. Małgosia prawdopodobnie przeżywała w myślach
raz jeszcze całe spotkanie z Jasiem zadowolona z efektu swoich feromonów i pomocy
przemieszczającego się powietrza, które sprawiło że Jaś dotychczas drzemiący na pobliskiej brzozie wyczuł
nadarzającą się okazję na małe co nieco zwane tajemniczo bara bara w kręgach wyższego rodzajowo szczebla zwierząt. Jakby ze wstydu, a może właśnie z powodu dziwnych i przyjemnych zmian w jej brzuszku ciągle ze schowanymi czułkami nie przyznawała się do płci na wypadek gdyby jakaś małpa z rodzaju ludzkiego, paradująca z aparatem fotograficznym, ta z gatunku paparazzi, chciała ją sfotografować , a co gorsze pokazać światu jej błogi stan, zaś na domiar tego skandalu umieścić zdjęcia w jakimś poczytnym brukowcu na miarę tytułu "Gdacz Wszawy".
Jakby we mnie ,w moim brzuszku latały motylki pomyślała Małgorzatka, i starała się przypomnieć sobie imię sprawcy tego błogostanu. Tymczasem ów paparazzi kręcił się natrętnie w pobliżu, podobnie jak w czasie kiedy Jaś szeptał jej do ucha w odpowiedzi gdy go nieśmiało zapytała czy ją kocha. Małgorzato kochałem cię przed, kochałem w trakcie i będę kochał kiedy odlecę, wiedz też to, że najbardziej teraz, w trakcie, zapewnił Jaś jak na CK zucha przystało.
Tam gdzie Mefistofeles niczego zdołać już nie może rezygnując na dodatek z baby posłańca, tam właśnie
paparazzi może się na coś przydać.Taki natręt będzie nieustannie wyczekiwał okazji wtykając nos bądź palec tam, gdzie nie wypada, gdzie nie jest to mile widziane, gdzie wreszcie nie należałoby zakłócać miru danego miejsca. Ale co tam dla takiego paparazzi wejście w zabłoconych butach na lśniącą taflę najsubtelniejszego doznania grzechu., albo wetknięcie palucha w sam środek rozkoszy nie będącej jego przeżyciem - takiemu nie przegada żeby zaniechał czerpania z profesji porównywalnej a może nawet bardziej wstrętnej od profesji alfonsa.
*
:o))
Małgośka mówię ci świat nie jest taki zły, tylko leming w nim i pchły wraz z frycami i wszawymi politykami,
tych się strzeż !
Wierz mi wierz!
Gdybyś mnie Małgosiu zapytała skąd to wiem, to bym ci odparł, że niejednokrotnie wpadając początkowo w zachwyt nad częścią 'ożywioną' okazywało się że to właśnie leming, najgorsze z nich to te i ci cynicznie pobożni zachwycający się frycem, bądź potomkami jakiegoś watażki , zachwycając się również ich zapchlonym potomstwem i polityką w wydaniu takich jak sam fryc czy też burłak z kradzionym klejnotem.
:o)
*
Żeby przekonać Małgośkę że nie mam złych zamiarów, że nie jestem paparazzi, że nie zarobkuję
w niecny sposób, że nie grozi jej z mojej strony niebezpieczeństwo, że żaden ze mnie Spiderman bo nie poluję by się żywić ani dziennymi ani też nocnymi kwiatuszkami wyposażonymi w skrzydełka, przekonałem ją wreszcie do siebie czymś na podobieństwo miłosnego szeptem tchnienia kierując w caluśką jej postać
pełnymi płucami ciepło mojego oddechu. Wielokroć tak w życiu czyniłem i zwykle kwiatuszki rozchylały swoje płatki otwierając przede mną serce.
Weź mnie...
Domyśliłem się jej zgody, podsuwając jej dłoń wpełzła na mój palec ciągle ze schowanymi czułkami. Nakochałem się wzrokowo jej widokiem, nachuchałem się ciepłem płuc w to prześliczne maleństwo,
Domyśliłem się jej zgody, podsuwając jej dłoń wpełzła na mój palec ciągle ze schowanymi czułkami. Nakochałem się wzrokowo jej widokiem, nachuchałem się ciepłem płuc w to prześliczne maleństwo,
i namówiłem ją by sobie przeszła na szczebel parkanu by tam dokonało się w jej brzuszku to co posłuży przetrwaniu jej gatunku.
Żegnaj mała wyszeptałem czule z nadzieją że dokona się to czym właśnie różni się ożywiona przyroda od
części materii nieożywionej.
Małgośka mówię ci świat nie jest taki zły, tylko leming w nim i pchły wraz z frycami i wszawymi politykami,
tych się strzeż !
Wierz mi wierz!
Gdybyś mnie Małgosiu zapytała skąd to wiem, to bym ci odparł, że niejednokrotnie wpadając początkowo w zachwyt nad częścią 'ożywioną' okazywało się że to właśnie leming, najgorsze z nich to te i ci cynicznie pobożni zachwycający się frycem, bądź potomkami jakiegoś watażki , zachwycając się również ich zapchlonym potomstwem i polityką w wydaniu takich jak sam fryc czy też burłak z kradzionym klejnotem.
:o)
*
Ha ha ha.... :)
OdpowiedzUsuńPo tej emocjonującej lekturze całości postu, już nie wiem, czy bardziej podobają mi się fotografie, czy uwodzi mnie uroda owadów, czy też emocje wzbudza ten niesamowicie zmysłowo, wręcz erotycznie opisany przebieg wydarzeń...
W każdym razie jestem pod wielkim wrażeniem!!!
Już miałem na ustach tekst;
OdpowiedzUsuńO Magdaleno, Magdaleno...
W porę się zorientowałem, że mógłby się ostać drzazgą, a tego nie chcę.. ;o)
To nie najlepsze fotki z tego cyklu. Te superrrr mam w miejscu gdzie hobbystycznie
dokumentuję podobne życie, ze świata makro.Kilka, dosłownie kilka,pokazałem w Sieci.
A treść wpisu ? Cóż, przecież się domyślasz że jestem (też) draniem. ;o)
jeśli z piosenki VOX-u to sama często sobie to śpiewam ;)
OdpowiedzUsuńw tym jest właśnie to coś i żadnych obaw mieć nie musisz.
a treść wpisu? nadal mi się podoba i emocjonuje.... czy jesteś też draniem? a tego nie wiem, ale trudno sądzić po pozorach a dochodzi jeszcze kwestia interpretacji pojęcia "drań", która przy rożnej intonacji różnie może wyglądać ;)
Masz rację co do drania.
OdpowiedzUsuńJa sobie nucę często;
My jesteśmy tanie dranie
Tanie dranie niesłychanie...
Ale intonuję różnie; przymilnie,groźnie,zalotnie,tajemniczo, i rzeczywiście te same słowa różny mogą odnieść skutek. ;o)
"Uroda owadów"... Cudowne spojrzenia na życie makro świata.Widzę, ze masz czyste otwarte serce.
OdpowiedzUsuńKażda forma życia powinna budzić respekt, niekoniecznie musi być lubiana,ale za każdym razem szanowana. ;o)
Prosty dam przykład; pomijając formę składania bajeczek ,z zasady nikt nie lubi gąsienic, niewinne stworzenia raczej nie budzące zachwytu, ale motyl już jest lubiany.
Larwa biedronki też urodą budzi mieszane uczucia, ale biedronka już jest lubiana...
Uroda owadów, to jest właściwe podejście do lepszego rozumienia życia w każdej jego formie.
Masz za to buziaka *