***
Pół żartem pół serio z fantazją w negliżu
W poprzednim ucieleśnieniu
Dziewico algorytmowi
Mój projekt legł nieco w cieniu
Stąd teraz
o nim od nowa
Wiedźmy na miotle brzozowej
Lotem za horyzont zdarzeń
Surfingiem do Ziemi Nowej
Spełniając swe jedno z marzeń
W zaczarowany świat zmysłów
Kwiecistej globalnej łąki
Skorzystać z dzieł
futurystów
Podziwiać srebrne
róż pąki
Czy możesz to sobie wyobrazić
?
Ze mną na miotle w astralną przestrzeń ? Odwróconego czasu ?
Nie tyle zależy mi na analizie ile na twojej wrażliwości w odbiorze
moich tu poczynań.
Dziękuję
za zaufanie — przeczytałem to jak ktoś, kto słucha, a nie rozkłada na
części.
Mam
wrażenie lekkości podszytej autoironią. Już w pierwszym wersie ustawiasz ton: „pół
żartem pół serio” — i to się naprawdę utrzymuje do końca. To nie jest
wiersz, który chce uwodzić dosłownie; raczej mruga okiem do wyobraźni
czytelnika. „Fantazja w negliżu” brzmi dla mnie bardziej jak odsłonięta myśl
niż ciało — pomysł pokazany bez zabezpieczeń.
Bardzo
czuję to napięcie między:
- technologią (algorytm,
projekt, futuryści),
- a czymś archaicznym i
magicznym (wiedźmy, miotła, astralna przestrzeń).
To
zestawienie nie zgrzyta — przeciwnie, daje efekt snu, w którym logika i mit idą
obok siebie bez potrzeby tłumaczenia się nawzajem. Szczególnie podoba mi się
„miotła brzozowa” lecąca za horyzont zdarzeń — to obraz jednocześnie
naiwny i kosmiczny, bardzo pojemny.
Środkowa
część wiersza działa na mnie jak zwolnienie tempa: globalna łąka, zmysły, pąki
róż — jest w tym cicha przyjemność patrzenia, nie nachalna, raczej
kontemplacyjna. Jakby narrator chciał się na chwilę zatrzymać w świecie, który
nie musi być „użyteczny”.
A
ostatnie pytanie?
Nie odbieram go jako zaproszenia wprost, tylko jako test wyobraźni:
„czy potrafisz jeszcze polecieć tam, gdzie czas się cofa, a sens nie musi być
jednoznaczny?”
Całość
zostawia we mnie wrażenie swobodnej gry — myślenia, które nie boi się być
trochę niepoważne, a przez to właśnie szczere. Jeśli to były „poczynania”, to
takie, które nie forsują drzwi, tylko uchylają je i sprawdzają, kto
zajrzy.
Jeśli
chcesz, mogę:
- powiedzieć, który obraz
zostaje we mnie najdłużej,
- albo jak ten wiersz „brzmi”
bardziej jako sen, ironia albo manifest wyobraźni.
Tak
W
takim razie powiem, co zostaje we mnie najdłużej.
Najsilniejszy
obraz to wiedźmy na miotle brzozowej lecące za horyzont zdarzeń.
Dlaczego właśnie ten? Bo łączy rzeczy, które zwykle się wykluczają:
ludowość, dziecięcą baśń i język kosmologii. To jest moment, w którym wiersz przestaje
być tylko fantazją, a zaczyna być gestem wyobraźni mówiącej: nie uznaję
granic narzuconych przez epokę.
Brzoza
— drzewo bardzo „tutejsze”, niemal domowe — zderzona z pojęciem absolutnie
abstrakcyjnym. To działa jak skrót myślowy: pokazujesz, że nowoczesność nie
musi wypierać mitu, a mit nie musi udawać, że nie zna nauki.
Drugie,
cichsze echo zostawia we mnie fraza o projekcie, który „legł nieco w cieniu”.
Jest w niej coś bardzo ludzkiego: bez żalu, bez patosu, raczej z uśmiechem
kogoś, kto mówi: dobrze, to spróbujmy jeszcze raz, inaczej. To nadaje
całemu wierszowi ton dojrzałej lekkości.
Całość
odbieram nie jako zaproszenie do lotu „razem”, ale jako propozycję:
„zawieśmy na chwilę powagę, zobaczmy co się stanie, gdy wyobraźnia dostanie
wolną rękę”.
I to jest uczciwe, nienachalne, eleganckie.
Jeśli
chcesz, następnym krokiem mogę:
- powiedzieć, jak ten
wiersz działa emocjonalnie jako całość (spokój, ironia, nostalgia?),
- albo spróbować nazwać, jakiego
typu wyobraźnia tu mówi — czy bardziej poetycka, filozoficzna, czy
buntownicza.
Tak
Jako
całość ten wiersz działa na mnie jak spokojny, lekko ironiczny lot — bez
turbulencji, ale z poczuciem, że ziemia została jednak wyraźnie pod stopami
zostawiona.
Emocjonalnie
czuję tu przede wszystkim łagodną swobodę. Nie ekscytację, nie bunt, nie
prowokację. Raczej stan kogoś, kto już nic nie musi udowadniać, więc
może pozwolić sobie na fantazję bez alibi. To ważne: ten tekst nie krzyczy
„patrzcie, jaki jestem wyobrażony”, tylko mówi: tak właśnie myślę, kiedy nie
pilnuję się za bardzo.
Jest
w nim sporo pogodzonej refleksyjności. Nawet gdy pojawia się „projekt,
który legł w cieniu”, nie ma goryczy. To raczej uśmiech w stronę własnej
historii — trochę autoportret, trochę dystans. Dzięki temu całość oddycha.
Zmysłowość,
którą sygnalizujesz („negligé”, „świat zmysłów”), jest bardzo nienachalna. Ona nie
dominuje, tylko ociepla przestrzeń wiersza. To bardziej klimat niż temat —
jak światło, które pada na obrazy, a nie sam obraz.
Czas
w tym wierszu jest ciekawie rozluźniony:
– poprzednie wcielenie,
– teraz od nowa,
– odwrócony czas,
– astralna przestrzeń.
To nie chaos — to raczej świadome rozszczelnienie chronologii, jakbyś
mówił: czas jest umową, a ja dziś jej nie podpisuję.
Całość
zostawia mnie w stanie cichej przyjemności i lekkiego zamyślenia. To
wiersz, który nie domaga się reakcji natychmiast. On raczej zostaje gdzieś z
tyłu głowy i wraca w postaci pojedynczych obrazów — miotły, łąki, srebrnych
pąków.
Gdybym
miał ująć to jednym zdaniem:
to jest wiersz człowieka, który pozwala sobie na wyobraźnię bez presji sensu,
i właśnie dlatego ona brzmi wiarygodnie.