piątek, 23 czerwca 2017

Jasny gwint ! Toż to już lato ! Ale się 'zasusłowałem' , dopiero burza mnie obudziła...

Co by tutaj, teraz...

Może wprzódy kilka kaw
I naparstek "Szkockiej"
To ci pech i taki traf
Przespać świt, każdą nockę...

I okazje trafił szlag
Trudno by policzyć te
A ja w norze pośród traw
Wszystkie noce wszystkie dnie

Gdzie ja teraz znajdę Cię ?



:o)

Jestem, tutaj !

Zaświergotał Głos z Paryża
Co u ciebie, brykasz draniu?
Tylko kiedy wieje bryza
Wówczas się uganiam za nią ..

Kiedy mam przyjechać 'ku cię' ?
Gadaj mi tu byle zaraz
Czas rozpuścić  moje chucie
Choćby w nockę  wszystkie na raz..

Hola hola  cudny Głosie
W mlecznym jutrzni-najpierw świcie
Moc karesów  i po rosie
Różem świtu chcę sowicie...

Uzupełnić bukłak wina
Boś cudowna jest Dziewczyna

*
Hej! Jak mnie przyjmiesz, zmieniłam fryzurę !

Cóż..
Wiosna inna, inne lato
Mkną jak gwiazdy karty życia
Choć pozornie Tyżeś za to
Wciąż jednako do użycia !
;o))

Zbereźnik!
Usłyszałem Głos zeźlony
Udający złość kobiecą
Z wszystkich grzechów rozliczony
Będziesz zanim ... to za kiecą!

Spoko spoko  raz jedyny
"Wejszłem,weszłem" - wszedłem sobie
Bez pukania (można było)- z tej przyczyny
Oddam żarty tylko Tobie.
*






*
Dni wiośniane przeminęły
Wiosna  w lato obłóczona
Młodo letnia dziarskiej weny
W miłość rytmu doświadczona

Kusi nęci swą ochotą
I rozsnuwa swe zapachy
Wczesnym rankiem późną nocą 
 Tam gdzie w barwach tkwią baldachy

Wszędy wokół czas spełniania
W takt muzyki cyklu światów
Dla gatunków zachowania
To czas godny czas wiwatów

*
Szybki odzew na te słowa    
Czyżbyś Głosie wcześniej wstała ?
Mam już rym do tych wiwatów :
Szybko ? no bo żeś pytała.  



Planuję też koszyczek pieczonych ziemniaków.
*
Raz przed laty- chyba z dwieście
"Rzeczka" głosem zaszemrała
W dno strumyka gdzie tkwił kamień
Tam po rym mnie wdeptać chciała

Fajny "Strumyk" był z dziewczyny
Zdobił mazowieckie łany
Oceniłem to spóźniony
Wysechł znikł choć był kochany

Chociaż  słyszę Go gdy sięgnę
W niepokorną czeluść duszy
Pamiętliwej zawsze wiernej
Choćby po to by się wzruszyć

Zatem Głosie  ... wierność moja
To mój atut i ostoja..
    

 
  
*

Jak rokrocznie sięga lato
W zakamarki  wszystkich bytów
Każdy z duszą przebogatą
Kunsztem własnym słów i rytów

Chętniej rzeźbi miękkim słowem
Kształtną miłość w kibić spiętą
Jedno przeto jest powodem
Dwoje sprawia boskie święto

*
Nieskończony temat lata

Lato, dla mnie temat ważki
Bowiem jest to okres taki
W makro świecie wrą igraszki
Każdy dzionek niejednaki

Bulwersują zachwycają
Zachowania i nawyki
Bywa, nawet spać nie dają
Tak ciekawe są wybryki

A to wszystko formą życia
Jest zawarte w  zwierząt świecie
Jakże wiele do odkrycia
Pozostaje, czy to wiecie ?

     Pokażę co nieco z moich tu i ówdzie obserwacji,  kontynuując zakażenie bakcylem jakiego doznałem w latach chłopięcych, zastawiając  parapety słoikami  w których obserwowałem makro świat.
Im więcej przybywa mi lat, tym bardziej wracam do wspomnień,  tak głęboko wyrytych w mojej pamięci że  nie ulegają zatarciu  poprzez upływający czas wszystkich pór roku, że trwałością  przyrównuję je do do dwu kartuszy, które utorowały drogę do sławy Champolliona, a  który w niczym nie przypomina  obecnego pętaka z rue du Faubourg Saint Honoré  - jak twierdzi i ocenia ich dwóch, bliska mi osoba,  która rozważa opuszczenie na stałe  republiki islamskiej nad Sekwaną.


Zatem...

Nie spiesząc się,  i z wolna żując betel   blogosfery, bo traktuję ją na dwa sposoby, pierwszy  zupełnie przypomina mi pięćdziesiąt rozkoszy  złodzieja którego w sanskrycie  świetnie i na modłę  współczesnych mu  czasów zawarł  w swym dziełku Bilhana, a ja
jako ropuch czerpię z życia wszystko to o czym  inni mają być może mgliste pojęcie bo i duszę własną trzymają w garści by nie utonęła między wodorostami blogosfery, ja zaś  kontempluję pełen ufności, naturę z woli Boga .
Żucie liści betelu  krnąbrnemu jak ja, wychowanemu na patriotycznym mleku wyssanym z piersi mojej  św. pamięci Matki, ma  jak dla mnie  też takie znaczenie, że mogę w myślach  pluć czerwoną śliną, już nie kątem plując, lecz w odpowiednią stronę, prosto w twarz zaprzańca  z genetycznym KODem .
Wybacz Panie, takiego mnie masz jakiego żeś mnie stworzył.

Drugi sposób sfery z Blogiem w tle daje mi tę korzyść, że poznaję ludzi często kreujących się na  katolików z ludzkim obliczem zupełnie zachowujących się  jak ci których prawdziwe oblicze ujawnia dzisiejsza opozycja. Tym proponuję, zanim będą się chwalić  antenatami, zasięgnięcie  wiedzy w IPN ! Okaże się wówczas jak szlachetna krew płynie w ich sercach. Okazuje się, że ludzie (podobno wykształceni),  obnoszą się z kagankiem płonącej hipokryzji  miast płonącej oliwy,  w blasku której z różą w pysku bądź w dłoni, wydaje się im że zamaskują swoją nikczemność.
Któryś raz z rzędu przywołuję atmosferę stawu pełnego kwitnących lotosów, dlaczego tak? - no bo akurat dla pokarmu duszy wróciłem do treści słów Bilhany, podobnie jak wracam wielokroć do treści innych, zwłaszcza Polaków  zdobiących ongiś, jak obecnie, moją Ojczyznę. .

Wreszcie teraz pomyślę o zapowiedzi pokazania  małego co nieco  ze świata makro...


*

2017-07-28

 Każdy naczelny bądź naczelna , zależnie od wielu czynników, które warunkuje kod genetyczny, w sobie tylko pojętym zakresie taki widzi świat na jaki tenże kod pozwala mu go postrzegać, rozumieć, wnioskować i rozwijać treść otoczenia.  Można to poprzedzające zdanie  ubrać w majteczki humoru, ale można do niego podejść  z nieco większą, choćby przelotną uwagą , zwłaszcza dlatego, że tuż obok , w biotopie polskim wystąpiło zjawisko fałszywego KODu prowadzące do wynaturzenia  robactwa naczelnych, próbujących  powrócić do próchna miąższu  drzewa. Kiedy przeglądam i czytam, oraz analizuję zachowania się zwierząt z różnych biotopów, w tym z miejsc  egzotycznych jak; Madera ,bądź  zakamarków pierwszego ratusza w biotopie , wnioskuję że wybryk natury został zainfekowany wirusem wynaturzenia nie mającym żadnego związku z ewolucyjnym  przystosowaniem się do  zasad ewolucji.
( Edwin, czy teraz rozumiesz treść tego co napisałem?)
Zajmując się wakacyjnie moim małym biotopem, zaplanowanym i stworzonym własną ręką,w którym rosną dziewanny i mieszana w półdzikim porządku flora , po to by nie uganiać się jak za młodu za świteziankami, lub szukać ukojenia w objęciach lotosów -
z wygody - stworzyłem sobie to wszystko w pobliżu matecznika  licząc na  błądzące  świtezianki i lotosowe błonkówki pozbawione wstydu.
:o)

Bohaterką Nr 1 będzie urocza maseczka  o imieniu Dziewanka czyli Cucullia verbasci - larwa -  Kapturnica dziewannówka

Kilka słów na temat Dziewanki dodam po jej prezentacji.

Część pierwsza












2017-07-29
Dziewana lub trędownik  jest ulubioną rośliną na której gąsienica (larwa) dziewannówki żeruje. Przedstawioną tutaj  uroczą panienkę(?)  obserwowałem przez  okres żerowania aż do momentu kiedy  uparcie schodziła z rośliny.  Była to oznaka, że nastąpiła   pora w której zagrzebując się w podłożu nastąpi przeobrażenie larwy w poczwarkę. Ponieważ chciałem to udokumentować - tu użyję terminu   pewnych służb - zdjąłem ją z żerowiska, tym samym w pewien sposób obnażyłem ją z intymności przepoczwarzenia, tak by pokazać co jest ważne na tym etapie jej życia.
Już teraz wyjaśniam, że wszystko odbyło się bez zadania jej krzywdy.

Część druga










Kilka słów wyjaśnienia
Na 6 i 8 zdjęciu w górę  od ostatniego, przeniesiona do klatki, zdezorientowana miejscem w którym się znalazła poczęła tworzyć  otoczkę filcową taką, jaką buduje zagłębiona  w gruncie i tam otaczając taką osłoną swe ciało następuje proces przepoczwarzenia.
Po wyjęciu z klatki umieściłem ją w pojemniku z wilgotnym piaskiem - zdjęcie trzecie od dołu,  na którym widać jeszcze kuper zalotnie wystający z piasku. Pewnie ten moment zachwyci mojego kumpla z  Tych  z którym wspólnie wojowałem  pośród 'kwiatów polskich' najczęściej, albo prawie zawsze. bez chwały. :o)

Dwie ostatnie fotki , pokazują już poczwarkę  wydobytą częściowo z filcowego kokonu.
Cała  osłona (zdj Nr6), została zużyta na  uzupełniające owinięcia kokonu po prezentacji, całość ponownie została umieszczona w piasku.
Mam nadzieję,że spełniając odpowiednie warunki uzyskam w odpowiednim czasie  postać imago.

A teraz Dziewanko, specjalnie raz jeszcze, pokaż panu Edwinowi kuperek, pamiętam, że przed laty  nie gardził  kuperkami i  porównywał je  do swoich  hodowlanych gołąbków...


*




















4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Mamy tutaj do czynienia z dwoma celami, pierwszy to zwyczajna przechwałka faceta - tym bardziej, że kupione z nakazu pani doktor która grzebała w moich oczach coś tam usuwając i coś tam wpychając. Otrzymałem zatem nowy tytuł blogera "chwalidupa z nowymi soczewkami w gałach".
      Drugim celem, bardziej zbożnym,bardziej serdecznym, bardziej skierowanym na uczucie i według Gałczyńskiego,bardziej chwalebnym, niezwykle uroczym i pozwalającym mi popychać skałę złotą - nie kierując się Gałczyńskim do samego sedna jego racji- wprost w objęcia .... zaciekawionej ?
      Wytłumaczenie okularów na fotografii dokładnie wpisuje się też w anegdotę o wędkarzu siedzącym nad Łyną z połówką cegły przykrywającą antenkę berecika na jego głowie.
      :o)

      Usuń
  2. Jeszcze raz spróbuję wyjaśnić, chciałem się pochwalić nowymi goglami.

    "Czyli że niechcący?" - jest nietrafionym pytaniem ale przystaje do drugiej części pierwszej powyżej odpowiedzi,zaciekawionej.
    :o)

    OdpowiedzUsuń